powrót

Historia Patrycji i Karolci

Kwiecień 2006r. - Karolcia trafiła do mnie ze sklepu zoologicznego.

Zanim tak naprawdę dowiedziałam się wszystkiego na temat królików popełniłam wszystkie możliwe błędy. Karolcia jadła mieszanki, dropsy, kostki wapienne itp., mieszkała w małej klatce (choć całymi dniami biegała poza, to na noc mieszkała w klatce), ściółka z wiórek. Wynikało to z braku wiedzy, której niestety sprzedawcy i lokalni weterynarze mi nie dostarczyli, a w internecie nie znalazłam nic, co powiedziałoby mi, że robię źle. Odkąd pamiętam Karolcia miała pecha do różnych dziwnych chorób. Z racji tego, że mieszkam w małym mieście, gdzie wiedza weterynaryjna zaczyna się i kończy na bydle nie było szans na pytania i racjonalne odpowiedzi. Tak więc Karolcia od czasu do czasu miała przeróżne choroby począwszy od alergii, a skończywszy na różnego rodzaju przeziębieniach.

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Marzec 2009r. - pierwsze oznaki choroby.

Pewnego dnia z dróg rodnych zaczęła wydobywać się gęsta, budyniowa substancja. Od razu pojechaliśmy do weterynarza. Diagnoza: ropomacicze. Dostała leki, zastrzyki, przeszło. Po jakimś czasie choroba wróciła. Padła sugestia sterylizacji. Wiedziałam, że ten weterynarz nigdy w życiu nie przeprowadzał sterylizacji u królika i zaczęłam szukać pomocy w internecie. Na jednym z forum dostałam namiar na Stowarzyszenie Pomocy Królikom. Zarejestrowałam się wtedy na ich forum i opisałam przypadek Karolci. Polecono mi jak najszybsza sterylizację i dostałam namiary na dwie lecznice: w Białymstoku i Łomży. Wybraliśmy Łomżę.

Czerwiec 2009r. - sterylizacja.

Zabieg został wykonany 19 czerwca 2009r. Lekarka wzbudzała zaufanie, była to lekarka polecona na forum, znająca się na królikach. Opowiedziała mi o zabiegu, o ryzyku, dała do podpisania zgodę na operację. Kazała wrócić o 17:00 (była godzina 11:00). Gdy wróciłyśmy Karolcia leżała na stole przywiązana bandażami za łapki. Lekarka zamknęła drzwi od sali, w której leżała. Opowiedziała o wyniku operacji. Okazało się, że nie było to ropomacicze, a zapalenie pęcherza. I w tym momencie po raz pierwszy się zaniepokoiłam. Raz, że zabieg nie był konieczny (zapalenie pęcherza nie prowadzi do śmierci, wystarczają antybiotyki), a dwa, że nie zostałam poinformowana o tym, że to nie ropomacicze i nie miałam szansy na decyzję o zabiegu. Karolcia dostała leki na wybudzenie, bo nie budziła się. Została zapakowana do transportera. Poryczałam się jak ją zobaczyłam. Kompletnie bezwładna, taka bezbronna... Pani doktor mówiła, że to normalne. Otrzymałam listę z lekami oraz zaleceniami i pojechaliśmy do domu. Miałam dzwonić, gdyby się coś działo.

Spała całą podróż. W domu też się nie wybudziła. Czuwałam całą noc by sobie nic nie zrobiła. Wybudziła się po dobie. Pierwsze co zjadła to banan:) Nic się nie działo, jedyne co mnie bardzo niepokoiło to fakt, że nie sikała do kuwety, a w zasadzie tam gdzie stała. Dzwoniłam do Pani doktor i powiedziała mi, że zapewne szwy ją ciągną i nie ma jeszcze siły by wskakiwać do kuwety. Argument zrozumiały, czekałam.

Lipiec 2009r - mokry kuperek i śmierdzące futerko.

Gdy zdjęto jej szwy, a sikanie poza kuwetę nie ustąpiło znów zadzwoniłam. Pani doktor kazała zakupić enroxil i podawać zastrzyki. Zrobiłam jak poleciła, a stan Karolci pogarszał się. Futerko na dole było mokre, śmierdziała. Kolejny raz zadzwoniłam pod koniec lipca, pani doktor poleciła zebrać mocz i wykonać badanie. Tak też zrobiłam.

Sierpień 2009r. - kolejna wizyta w Łomży.

W sierpniu, gdy lek nie pomógł, a stan Karolci był gorszy, wzięliśmy ją i raz jeszcze pojechaliśmy do Łomży. Pani doktor potraktowała mnie jak panikarę, stwierdziła, że wyniki są dobre (na wyniku widniał napis bardzo liczne bakterie), a Karolcia nie myje się z lenistwa. To mnie zabolało, bo to był pedantyczny królik, zawsze czyściutka. Obmyła ją troszkę i w zasadzie na tym wizyta stanęła.

Listopad 2009r. - cukrzyca.

Kolejna faza nastąpiła w listopadzie. Śmierdziała coraz bardziej, nie sikała już do kuwety, a do płaskiej tacki. Zaczęła pić wodę litrami. Nie nadarzałam zmieniać misek. Wtedy pojechaliśmy do Białegostoku. Pobrano jej krew. Stwierdzono cukrzycę. Zalecenia: siedem dni na sianie i kolejne badanie krwi oraz zakup glukometru i badanie w domu. Na moje pytanie skąd ten smród dostałam bardzo wymijającą odpowiedź, coś na temat bakterii. Karolcia była 7 dni na sianie i wodzie. Serce pękało, bo ona nie przepadała za sianem, a nic innego jej nie wolno było dawać. Miałam ogromne wyrzuty sumienia, ponieważ Karolcia jadła dosłownie wszystko. Czułam, że zawaliłam, że moje miękkie serce skutkowało jej chorobą. Glukometr otrzymałam od jednej z użytkowniczek forum. Badałam poziom cukru regularnie i w domu nigdy nie zbliżył się nawet do niepokojącej granicy. Ściągnęłam z internetu wszystko co możliwe na temat cukrzycy u królika, ale było tego zaledwie parę stron.

Po wizycie w Białymstoku stan Karolci nie poprawił się. Czułam, że to żadna cukrzyca. Zaczęłam szukać pomocy, pisać do różnych weterynarzy. Dostawałam maile, telefony do polecanych wetów i natychmiast się z nimi kontaktowałam. Niemalże każdy stwierdzał zapalenie pęcherza. Dostałam też namiar na doktora Krawczyka w Toruniu. Niestety nie postawił diagnozy przez Internet, chciał zobaczyć Karolcię. Dzięki dziewczynom udało się zebrać pieniądze na wyjazd i wizytę (400km w jedną stronę). Przed spotkaniem doktor polecił zrobienie badań krwi i moczu. Z racji tego, iż w moim mieście nie wykonuje się tak specjalistycznych badań o jakie prosił doktor, kolejny raz musieliśmy jechać do Białegostoku. W Białymstoku, mimo tego iż się zapowiadaliśmy nie było lekarki od królików, a niesympatyczny facet. Nie potrafił pobrać krwi, był agresywny i nieprzyjemny. Kazał przyjechać po wynik następnego dnia. Gdy powiedziałam, że mieszkamy 100km stąd i takie jeżdżenie nie jest nam na rękę odburknął, że mamy czekać półtorej godziny. Odebrałam wyniki i wróciliśmy do domu. Moczu nie udało się zrobić, ponieważ "Pan Doktor" kazał nam przyjechać z własną próbką (gdzie do tej pory nawadniano Karolcię na miejscu i pobierano w gabinecie próbkę).

Wizyta w Toruniu i walka z odparzeniami.

Wizytę w Toruniu mieliśmy zarezerwowaną na 27 lutego 2010r. Wyobrażałam sobie siwego doktora, a zastałam młodego, pełnego energii, sympatycznego człowieka. Doktor od razu przystąpił do bardzo szczegółowego wywiadu, a następnie do badania. Pierwsze co rzuciło się w oczy to wada zgryzu i przymusowa korekta zębów (z racji osłabienia Karolci korekta nie mogła zostać wykonana na miejscu, ponieważ zabieg wykonuje się w znieczuleniu ogólnym i Karolcia mogłaby po prostu się nie obudzić). Następnie kazał ją przekręcić na plecy i zbadał "dół". Momentalnie wykluczył zapalenie pęcherza. Badał ją dłońmi, następnie wyjął igłę i wbił w tylną łapę. Łzy zaczęły mi płynąć strumieniami - nie było reakcji na igłę. Nie musiał nic mówić, wiedziałam, że to paraliż. Karolcia miała zanik mięśni, miała częściowe czucie w ogonku. Dawał nam szanse, choć od momentu sterylizacji minęło 9 miesięcy. Dostaliśmy Nivalin jako podstawę leczenia oraz dodatkowo witaminy B6 i B12. Nivalin podobno czynił cuda. Zalecono nam kolejną wizytę oraz kontakt telefoniczny i mailowy.

Witaminy z grupy B dostawała parenaście dni, Nivalin bez przerwy aż do następnej wizyty przewidzianej za około półtora miesiąca. Odparzenia spowodowane ciągłym przebywaniem w moczu musieliśmy smarować specjalnymi maściami.

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Marzec 2010r. - podkłady.

Karolcia nadal sika pod siebie co wiąże się z ciągle mokrym kuperkiem. Ktoś z forum proponuje podkłady jakich używa się w szpitalach. Kupujemy pierwsze opakowanie i Karolcia zaczyna sikać tylko na podkłady.

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Zdarzały się cudowne dni i te mniej cudowne, wzloty i upadki. W marcu doktor polecił zrobić dodatkowe badania: badanie krwi z oznaczeniem kinezy kreatynowej (CP/CPK) oraz badanie kału na obecność pasożytów - w tym kokcydiów . Zalecił podawanie vibovitu na wzmocnienie. Na oczach Karolci pojawiły się dziwne plamy, oczy zmętniały, napisałam maila do doktora, zdjęć nie udało się zrobić.

17 Kwiecień 2010r. - kolejna wizyta w Toruniu.

Kolejna wizyta u doktora. Mój wpis z forum: "Co do nóżek nie polepszyło się ani trochę. Jest delikatna reakcja na ściskanie, ale doktor powiedział, że nie wróci do normalności, a jedyne co można zrobić to zatrzymać chorobę na tym etapie. Dalej kontynuacja leczenia nivalinem.

Co do oczu - nie myliłam się. Te plamy o których pisałam to tłuszcz (jak oka na rosole). Doktor mówił, że to w tym tygodniu już któryś króliczek z tym samym. Nie da się tego wyleczyć. Widzi, ale tam gdzie ma te plamy (na dole oka) obraz jest mętny i rozmazany (widzi jak przez mgłę). Dostała kropelki żeby nie zrobiło się gorzej. To się nazywa lipidoza rogówki.

Co do wagi, kolejne 100 gram mniej, waga nie kłamała :( zanikają jej mięśnie i nic nie mogę zrobić :(.

Co do ząbków to nie pogorszyło się, więc o zabiegu na razie nie rozmawialiśmy, niemniej jednak czeka nas jeszcze jedna wizyta."

18 Kwiecień 2010r. - stan Karolci się pogorszył - lampa do naświetlań.

Gdy wstałam rano doznałam szoku, Karolci łapki rozjechały się jak u żaby. Natychmiast zadzwoniłam do doktora, jednak nie odbierał. Zostawiłam wiadomość z pilnym kontaktem oraz przesłałam zdjęcia na maila.

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Doktor oddzwonił. Nie ukrywał, że zdziwiło go to co się stało i że wcześniej się z czymś takim nie spotkał. Powiedział jednak, iż uważa, że obecny stan Karolci to wina stresu i że za jakiś czas wszystko powinno wrócić do stanu sprzed soboty. Co do wyników badań to wyglądają tak:


mocznik 82 mg/dl
kreatynina 2,91 mg/dl
fosfataza alkaliczna 81 U/l
Aspat 81 U/l
Alat 35 U/l
wapń 9,84 mEq/L
sód 145 mmol/L
potas 4,94 mmol/L
chlor 105 mmol/L
fosfokinaza kreatynowa (CPK)- 5175 U/l (porażenie mięśni)

Ma podwyższony mocznik i kreatyninę oraz nieznacznie wapń. Tym się kazał nie przejmować, najgorszy wynik to ten ostatni. U zdrowego królika wynosi 380, więc chyba nie muszę tłumaczyć jak to wygląda...

Leczenie: Metacam w dawce 0,1 ml 1x dziennie 7 dni oraz Multivitaminum inj. 1 ml jednokrotnie.

Dziewczyny z forum wpadły na pomysł, aby pomyśleć o wózku inwalidzkim dla Karolci (odciążyło by ją to przy chodzeniu). Niestety w Polsce nie znalazłam firmy specjalizującej się w budowie wózków dla królików. Jeden Pan odpisał, że mógłby się podjąć zadania, ale nie gwarantuje efektów ze względu na różnicę w budownie anatomicznej psów i królików no i koszta... Padła też propozycja naświetlań z czym doktor się zgodził i niedługo potem Karolcia dostała lampę do naświetleń od kolejnej użytkowniczki z forum.

4 Maj 2010r. - waga gwałtownie spada.

Brak poprawy. Waga spadła o kolejne 150 gram :( traci mięśnie. Dziś pisałam z doktorem, to pewne, że ma porażenie mięśniowe. Miało minąć, niestety nie mija... Ona tak bardzo chce chodzić, że jak ostatnio rozmawiałam z koleżanką przez telefon to zniknęła mi. Popełzała za fotel... Dziś znów spadła, jestem na siebie wściekła. Jest sprytniejsza ode mnie, a ja kolejny raz dałam plamę.

Historia Karolci

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Koniec maja 2010r. - totalne pogorszenie.

Karolcia przestaje jeść. Gdy po paru dniach dalej nie je zaczynamy karmić siłą strzykawką. Czuję, że to koniec. Dzwonię do doktora, nie może nas przyjąć. Najbliższy wolny termin środa 02.06. Obiecujemy przyjechać.

02.06.2010r. - przegraliśmy.

Karolcia jest w fatalnym stanie. Przyczyną niejedzenia były przerośnięte zęby, wszystko w środku zaczęło gnić. Bez wahania doktor podjął się operacji, nie było wyjścia. Pod ranami jakie miała wytarte na pupie zaczęły robić się ropnie. Została uśpiona przed operacją, zasnęła mi na rękach. Doktor pytał czy chcę zostać przy operacji, ale nie zostałam. Widok krwi i wnętrzności był wtedy nie na moje nerwy. Co jakiś czas wychodziła Bożena (forumowa Nuka) mówiąc jak przebiega operacja, wszystko było ok. Czekałam pod drzwiami. Po jakimś czasie wyszła znów z informacją, że doktor skończył operować i że operacja się udała. Ludzi w poczekalni było sporo, za chwilę Bożena wyszła ponownie. Myślałam, że chodzi o to abym na czas wybudzenia zabrała ją na korytarz. Poprosiła mnie do środka. Karolcia leżała w swojej torbie, z podłączoną kroplówką. Nikt nic nie mówił. Podeszłam do niej i zapytałam dlaczego jej brzuszek się nie rusza i wtedy usłyszałam "przykro mi". Łzy same popłynęły, ciało przestało słuchać jakichkolwiek poleceń. W tym momencie mój świat się skończył. Przegraliśmy. Odeszła we śnie, "kocham Cię", które powiedziałam przed jej zaśnięciem było tym ostatnim.

Wszystko co tu zostało opisane to namiastka tego co się działo. Walka jaką stoczyłyśmy jest nie do opisania. Mnóstwo osób nam pomogło, wspierając finansowo i duchowo. Koszty leczenia w trakcie jazd do Torunia przekraczały 5tys. zł. W momencie totalnego pogorszenia przestałam liczyć, ale podejrzewam, że kwota byłaby sporo wyższa. Karolcia kosztowała mnie 60zł... Została zamówiona, wybrana. Nikt nie wyobraża sobie jaką walkę stoczyłyśmy, jak ona walczyła, jak walczyłam ja. To był błąd ludzki, zdarza się, ale karygodne jest ukrywanie prawdy, brak doświadczenia, leczenie w ciemno, dlatego lecznic w Łomży i Białymstoku nie polecam nikomu, skrzywdzono mi moją istotkę, cierpiała, bo ktoś nie potrafił przyznać się do niewiedzy. Była eksperymentem, testowano na niej swoje teorie. Już wiem, że nie można ufać w zdanie innych, w ślepą wiarę polecanych weterynarzy. Ja nie polecę nikomu. Podziękowania należą się doktorowi Krawczykowi z Torunia, który wierzył do końca, nie poddał się, dał mi wiarę i nadzieję. Zrobił wszystko by nam pomóc.

Choroba Karolci spowodowała, że chcąc nie chcąc musiałam czytać o tym co jej jest, także posiadam sporą wiedzę na temat jej choroby, leków jakie dostawała, zaleceń, zabiegów. Jestem w stanie pomóc innym opiekunom, których króliczki cierpią na paraliż. Nam się nie udało, ale to nie oznacza, że choroby nie da się pokonać. Jest do pokonania i są na to dowody kicających uszaków.
Mail do mnie: patrycja153@op.pl



Patrycja Miłowicka


Zdjęcia Karolci

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Agresywny królik

Źródło zdjęcia: prywatne archiwum: Patrycja Miłowicka

Copyright@2009-2017 - Miniaturka bez tajemnic. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Bez pisemnej zgody redakcji portalu Miniaturka bez tajemnic kopiowanie treści jest zabronione.
Plagiat jest przestępstwem zagrożonym określoną sankcją na podstawie przepisów prawa autorskiego. stat4u